Blog
Skąd się wzięło Wernał i dlaczego akurat Warszawa
Pracownię założyliśmy w 2014 roku przy ulicy Grochowskiej, kiedy Praga-Południe nie była jeszcze tym modnym adresem, za który uchodzi dziś. Marcin Wernał wrócił wtedy z rocznego stażu w Rotterdamie, w biurze OMA, z głową pełną pomysłów i portfelem znacznie mniej wypełnionym. Pierwsze zlecenie to był mały lokal gastronomiczny na Żoliborzu, jakieś pięćdziesiąt metrów kwadratowych, ściana z surowej cegły rozbiórkowej i ladę z litego jesionu. Tamten projekt ustawił nam ton na lata. Nie szukamy efektu, szukamy materiału, który za dziesięć lat nadal będzie wyglądał dobrze.
Warszawa jest trudnym miastem do projektowania. Tkanka historyczna urwana wojną, modernizm z lat sześćdziesiątych obok nowego budownictwa, podwórka kamienicowe w sąsiedztwie galerii handlowych. Ta różnorodność bywa frustrująca, ale zmusza do myślenia kontekstowego. Każdy projekt zaczynamy od spaceru po okolicy, nie od otwierania programu do modelowania 3D.
Jak wygląda nasz proces od pierwszego spotkania do odbioru
Pierwsze spotkanie z klientem trwa zazwyczaj dwie godziny i odbywa się w samej przestrzeni, którą mamy zaprojektować, nie w naszym biurze. Przychodzimy z notatnikiem, miarką i aparatem. Robimy zdjęcia każdego narożnika, mierzymy wysokość parapetów, sprawdzamy, skąd pada światło o różnych porach roku. Dopiero potem siadamy do rozmowy o oczekiwaniach.
Projekt koncepcyjny powstaje w ciągu trzech do czterech tygodni. Pokazujemy go na papierze, rzadziej na renderu, bo render kłamie. Klient widzi pięknie oświetlone zdjęcie, które nie ma nic wspólnego z faktyczną fakturą tynku czy głębią koloru farby w naturalnym świetle. Woleliśmy zawsze pokazać wzornik farby przy oknie niż wydrukowaną wizualizację.
Dokumentacja wykonawcza to osobny etap, który zajmuje nam nierzadko więcej czasu niż koncepcja. Każdy detal stolarki, każde połączenie materiałów, kąt nachylenia schodów, grubość listwy przypodłogowej. Ekipa budowlana dostaje rysunki, które można czytać bez telefonowania do nas po każdym dniu pracy. Czy zawsze tak jest? Nie, telefony i tak dzwonią, ale przynajmniej rzadziej.
Materiały, które wracają w naszych projektach
Beton architektoniczny pojawia się u nas od samego początku, ale nie ten modny beton z folii, tylko wylewany na miejscu albo prefabrykowany na zamówienie w zakładzie w Pruszkowie, z którym współpracujemy od 2017 roku. Różnica jest widoczna gołym okiem, w fakturze, w sposobie, w jaki pochłania i odbija światło.
Drewno to najczęściej dąb lub jesion, olejowany, nie lakierowany. Lakier zamyka pory, drewno traci oddech, po kilku latach wygląda jak plastik. Olej pozwala materiałowi starzeć się uczciwie. W jednym z mieszkań na Mokotowie, projekt z 2021 roku, podłoga z deski dębowej po dwóch sezonach nabrała patyny, której nie dałoby się kupić w żadnym sklepie.
Cegła rozbiórkowa wraca co kilka projektów. Kupujemy ją od rozbiórek starych kamienic, najczęściej z okolic Pragi i Woli. Ma nieregularność, której nie da się podrobić, każda sztuka jest trochę inna. Murowanie zajmuje dwa razy tyle co cegła nowa, ale efekt wynagradza czas i koszt.
Projekt roku 2023, czyli kamienica na Śródmieściu
Największy projekt ubiegłego roku to remont i adaptacja czterech lokali w przedwojennej kamienicy przy Alejach Jerozolimskich. Właścicielka, pani Zofia, odziedziczyła budynek po dziadku i przez lata nie wiedziała, co z nim zrobić. Budynek miał oryginalne posadzki lastryko na klatce schodowej, sztukaterie na sufitach i okna w drewnianych ościeżnicach, które nie były wymieniane od co najmniej pół wieku.
Naszym zadaniem było wkomponowanie nowych funkcji, biuro coworkingowe i dwa mieszkania na wynajem, bez wyrzucania tego, co stare i wartościowe. Lastryko zostało zaszlifowane i zaimpregnowane, sztukaterie odrestaurowane przez firmę Kowalczyk Konserwacja z Łodzi. Okna wymieniliśmy, ale odtworzyliśmy ościeżnice w drewnie sosnowym malowanym na kolor zbliżony do oryginału. Efekt jest taki, że wchodząc do budynku, nie wiadomo, co jest z roku 1938, a co zostało zrobione w 2023.
Co nas czeka w 2025 roku
W planach mamy dwa większe projekty, jeden to dom jednorodzinny pod Warszawą, w Józefowie, na działce otoczonej lasem. Drugi to adaptacja starego magazynu na Pradze na przestrzeń biurową dla firmy z branży wydawniczej. Do zespołu dołączyła niedawno Kasia Wróbel, architektka z doświadczeniem w projektach ekspozycyjnych, co otwiera przed nami nowe możliwości przy projektach wymagających dużej dbałości o narrację przestrzeni.
Na blogu będziemy opisywać oba projekty na bieżąco, z detalami, których zazwyczaj nie pokazuje się w portfolio. Błędy, zmiany koncepcji w trakcie budowy, negocjacje z wykonawcami i pytania, które zadają nam klienci, a na które nie zawsze mamy gotową odpowiedź. Bo tak właśnie wygląda architektura w praktyce, nie jako gotowy render, ale jako żywy, nerwowy, satysfakcjonujący proces.