O pracowni Zakrzówek
Skąd wzięła się pracownia
Marek Sobański otworzył Zakrzówek w 2003 roku, w niewielkim lokalu przy ulicy Konopnickiej w Krakowie. Miał wtedy trzydzieści dwa lata i za sobą kilkanaście lat podpatrywania ojca przy stole krawieckim. Nie było żadnego biznesplanu wydrukowanego w kilku egzemplarzach ani inwestora z zewnątrz. Były nożyce, linijka krawiecka, maszyna do szycia kupiona od wujostwa z Nowej Huty i przekonanie, że krakowscy mężczyźni zasługują na ubrania szyte pod ich konkretne sylwetki, a nie pod mannekina ze sklepu odzieżowego.
Ojciec Marka, Tadeusz, przez trzydzieści lat pracował jako krawiec w spółdzielni na Podgórzu. Uczył syna nie z podręczników, lecz przy robocie: jak czytać tkaninę pod światło, żeby zobaczyć splot, jak rozłożyć wzór w kratę tak, żeby spotkał się na szwach ramiennych, jak prasować wełnę przez wilgotną tkaninę bawełnianą, żeby nie zmienić faktury. Część z tych nawyków Marek przejął dosłownie, część przemyślał po swojemu.
Dwadzieścia trzy lata przy tej samej robocie
Od 2003 roku minęło już dwadzieścia trzy lata i pracownia wciąż mieści się w tym samym miejscu przy Konopnickiej. Lokal jest niewielki: stół do krojenia, dwie maszyny przemysłowe, maszyna do dziurek, żelazko parowe i regał z belkami tkanin ustawionymi pionowo. Klientów jest w stanie przyjąć kilku dziennie, nie więcej. Tak ma być. Zakrzówek nigdy nie był nastawiony na skalę, lecz na dokładność.
Przez te lata Marek uszyć zdążył garnitury na wesela i na pogrzeby, żakiety dla pań, płaszcze zimowe z grubej wełny angielskiej, spodnie do strojów folklorystycznych zamawianych przez krakowskie zespoły, a raz nawet mundur galowy dla jednego z krakowskich urzędników miejskich. Każde zlecenie zaczynało się od tej samej rozmowy: co dana osoba chce nosić, gdzie, jak często i jak długo ma to ubranie przetrwać.
Jak wygląda praca u nas
Pierwsza wizyta trwa zazwyczaj od pół godziny do godziny. Marek mierzy, rozmawia i ogląda tkaniny razem z klientem. Jeśli ktoś przynosi własny materiał, sprawdza jego skład i gęstość, bo to wpływa na to, jak się kroi i jak zachowa się po praniu. Jeśli ktoś szuka tkaniny, Marek ma stałych dostawców w Polsce i we Włoszech, z których korzysta od lat. Nie ma tu katalogu do przeklikania. Są próbki do dotknięcia.
Po przymiarce pośredniej każde ubranie trafia z powrotem na stół do korekty. Dopiero po ostatniej przymiarce końcowej jest wykańczane i prasowane. Cały proces przy garniturze zajmuje zwykle od trzech do pięciu tygodni, zależnie od stopnia skomplikowania i aktualnego obłożenia pracowni.
Kto tu pracuje
Przez większość istnienia Zakrzówka Marek prowadził pracownię sam. Od 2019 roku dołączyła do niego Joanna Pyrć, krawcowa z wykształceniem zdobytym w Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, która specjalizuje się w odzieży damskiej i poprawkach krawieckich. Dzięki temu pracownia przyjmuje więcej zleceń na poprawki: skracanie spodni, zwężanie marynarek, przeróbki sukienek. To ważna część codziennej pracy, traktowana równie poważnie jak szycie od zera.
Co nas tu trzyma
Kraków to miasto, gdzie rzemiosło albo ginie pod naporem sieciowych sklepów, albo trwa, bo ma stałych klientów, którym zależy na konkretnym człowieku za ladą. Zakrzówek ma szczęście do tych drugich. Część klientów przychodzi od samego początku, część trafia przez polecenie od znajomego, który miał tu uszyty garnitur dziesięć lat temu. Marek nie prowadzi żadnej reklamy poza szyldem i tym, co szyje. To chyba najlepszy argument, jaki może mieć pracownia krawiarska po dwudziestu trzech latach w jednym miejscu.
Jeśli chcesz porozmawiać o zleceniu, zadzwoń lub po prostu wpadnij do pracowni. Dane kontaktowe znajdziesz na tej stronie.